Nie wiemy kiedy Pan powróci. Nie znamy i nie będziemy znać konkretnej daty Jego przyjścia. Ci którzy mówią inaczej, najdelikatniej mówiąc, wprowadzają nas w błąd. Nie oznacza to jednak, że Bóg nas pozostawił w zupełnej niewiedzy. Po pierwsze wiemy, że Chrystus na pewno powróci. Po drugie, wiemy, że Jego przyjście będzie widoczne. Nie będzie osoby, która pozostanie obojętna kiedy On przyjdzie. Po trzecie nasz Ojciec w niebie pouczył nas, że zanim Jego Syn powróci pojawią się pewne znaki wskazujące, że czas jest bliski.
Czasy ostateczne i powrót Jezusa (gr. parousia – jedynie św. Mateusz z ewangelistów używa tego terminu, choć słowo to często się pojawia w innych tekstach Nowego Testamentu) opisują wszyscy synoptycy: Mateusz w rozdziałach 24. i 25. (tzw. Mowa Eschatologiczna), Marek w 13., a Łukasz w rozdziale 21. Relacja Mateusza i Marka jest niemal identyczna, natomiast Łukasza zawiera pewne odmienności. W niniejszym artykule skupimy się nade wszystko na przekazie Mateusza (szczególnie w drugiej jego części), choć oczywiście nie da nam się uciec od Marka i Łukasza.
Bibliści mają ogromny problem z relacją Mateusza (w mniejszym stopniu problem dotyczy wersji Marka) z dwóch powodów. Po pierwsze w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat nazbyt wielu ludzi twierdziło, że przyjście Jezusa miało nastąpić niebawem, często za ich życia. Były to fałszywe zapowiedzi. Rozbudzały one w ten sposób zwodnicze nadzieje, ale gdy Jezus nie przychodził skutki były dewastujące dla Kościoła. Po drugie zdaje się ona zawierać pewne nieścisłości, których pozbawiona jest wersja Łukaszowa. Może zatem lepiej w ogóle tego tematu nie poruszać. Może bezpieczniej jest uznać, że w Mowie Eschatologicznej Mateusz (a wcześniej Marek) „pomieszał” proroctwa dotyczące zburzenia Jerozolimy z roku 70 po Chr. z proroctwami dotyczącymi czasów ostatecznych. A skoro nie jesteśmy w stanie określić, które proroctwa dotyczą zburzenia Jerozolimy, a które czasów ostatecznych, to lepiej w ogóle nimi się nie zajmować.
Ponadto pogląd o „pomieszaniu proroctw” wydaje się mieć mocne podstawy. Mateusz cytuje słowa Jezusa: „Gdy więc ujrzycie „ohydę spustoszenia”, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte – kto czyta, niech rozumie – wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry! Kto będzie na dachu, niech nie schodzi, by zabrać rzeczy z domu. A kto będzie na polu, niech nie wraca, żeby wziąć swój płaszcz. Biada zaś brzemiennym i karmiącym w owe dni! A módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie albo w szabat. Będzie bowiem wówczas wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd i nigdy nie będzie. Gdyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony” (Mt 24, 15-22).
Nie da się ukryć, że dla nas współczesnych wszystko tu „trąci myszką”: Judea, przestrzeganie szabatu, noszenie płaszczy, ucieczka w góry, rzeczy te zdają się wskazywać na czasy dawno minione. Na wypełnienie tego proroctwa w I wieku po Chr. wskazuje także paralelny fragment z Ewangelii wg św. Łukasza, który wyraźnie wiąże konieczność ucieczki z oblężeniem: „Gdy ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wiedzcie, że bliskie jest jej spustoszenie. Wtedy ci, którzy są w Judei, niech uciekają w góry” (Łk 21, 20–21). Późniejsza tradycja z IV wieku (Euzebiusz z Cezarei – Historia Kościelna, Epifaniusz z Salaminy) wspomina, że w oparciu o to proroctwo chrześcijanie pochodzenia żydowskiego, jeszcze przed oblężeniem Jerozolimy przez wojska Wespazjana, uciekli do miasta Pella w Dekapolu (dzisiejsza Jordania) i w ten sposób ocalili życie.
Paralelny tekst Łukasza wydaje się być znacznie bardziej uporządkowany. Wiele wskazuje, że można go powiązać ze zburzeniem Jerozolimy i Drugiej Świątyni przez wojska rzymskie w roku 70 po Chr. Łukasz pisze: „Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą! Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane. Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni! Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą” (Łk 21, 20-24).
Łukasz, podobnie jak Marek i Mateusz, także pisze o „spustoszeniu” i „wielkim ucisku”, ale jego kontekst dla tych terminów jest inny. Chodzi mu o spustoszenie Jerozolimy, a nie o „ohydę spustoszenia” stojącą w Świątyni. Słowo „ohyda” w ogóle nie pojawia się w jego relacji, natomiast „wielki ucisk” ma miejsce jeszcze przed zburzeniem Jerozolimy. W następstwie „spustoszenia” Jerozolimy jej mieszkańcy „polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody”. Co interesujące, na zakończenie fragmentu Łukasz, jako jedyny z synoptyków, dodaje słowa o przyszłym losie Jerozolimy: „będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą” (Łk 21, 20-24).
Bez ryzyka większego błędu, relację Łukasza możemy zatem odczytać następująco: proroctwo Jezusa o „spustoszeniu Jerozolimy” i „wielkim ucisku”, wypełniło się w historii Narodu Wybranego w latach 67-70 po Chr. I rzeczywiście wiemy, że podczas oblężenia Jerozolimy obrońcy miasta, a nade wszystko ludność cywilna byli w straszliwym położeniu. Historyk żydowski Józef Flawiusz w swoim monumentalnym dziele „Wojna Żydowska” opisał straszliwe sceny, które działy się w oblężonym mieście: ludzie z głodu umierali na ulicach i byli pozostawiani bez pochówku, starcom i chorym odbierano ostatnie resztki pożywienia, zaś domy były plądrowane przez zbrojne bandy w poszukiwaniu jedzenia; nawet okruchy chleba były powodem do brutalnych pobić. Jednak najbardziej wstrząsającym epizodem opisanym przez Flawiusza była historia Marii z wsi Betezuby. Pochodziła ona z Perei, a zatem nie była rdzenną mieszkanką Jerozolimy. Była jednym z tysięcy zbiegów, którzy znaleźli schronienie w oblężonym mieście. Kobieta, doprowadzona do ostateczności, zabiła i zjadła własne niemowlę. Gdy obrońcy miasta wtargnęli do jej domu, pokazała im, co zrobiła. Flawiusz pisze, że nawet powstańcy byli przerażeni tym widokiem.
Źródła historyczne podają, że po zdobyciu Jerozolimy Rzymianie nie oszczędzali nikogo. Ginęli nie tylko bojownicy, ale także kobiety i dzieci. Jak pisze Józef Flawiusz: „Rzymianie (…) rozbiegli się po wąskich uliczkach z dobytymi mieczami i zabijali bez różnicy każdego, kogo napotkali, a domy, w których chroniono się, podpalali razem z ludźmi”. Mordy zakończyły się dopiero gdy do miasta przybył Tytus. Los ocalałych nie był jednak godny pozazdroszczenia. „Cezar rozkazał zabijać jedynie uzbrojonych (…) z pozostałej liczby część tych, którzy mieli ponad siedemnaście lat posłał związanych na roboty do Egiptu, większość zaś Tytus podarował różnym eparchiom, gdzie mieli zginąć w teatrach bądź od miecza, bądź rozszarpywani przez dzikie zwierzęta. Wszystkich poniżej lat siedemnastu sprzedano” . Tragedia miasta dopełniła swojej miary niespełna 70 lat później, gdy po stłumieniu powstania Bar Kochby w 135 po Chr. cesarz Hadrian – jak podaje historyk rzymski Kasjusz Dion – na miejscu Jerozolimy „założył miasto Aelia Capitolina i wzniósł świątynię Jowisza na miejscu świątyni Boga Żydów”, Jerozolima została w pełni zromanizowana, zaś Żydom zakazano wstępu do miasta”.
Zdaniem biblistów podczas gdy Marek spisał swoją wersję ewangelii jeszcze przed zburzeniem Świątyni, to Łukasz i Mateusz uczynili to już po tym fakcie. Obydwaj zatem znali losy Jerozolimy, wiedzieli, że Świątynia została zburzona, a żadna „ohyda spustoszenia” nie była w niej posadowiona (na pewno nie mogli widzieć posągu Jowisza, który Hadrian nakazał umieścić na wzgórzu świątynnym po stłumieniu powstania Bar Kochby).
Wypadki wyżej przedstawione, znane nam z pozabiblijnych źródeł historycznych, doskonale korespondują z wersją ewangelii wg św. Łukasza. W sekwencji Łukasza najpierw mamy oblężenie Jerozolimy, następnie wezwanie do ucieczki z miasta, wielki ucisk, zdobycie Jerozolimy (jej spustoszenie) oraz śmierć lub wypędzenie jej mieszkańców.
Problem w tym, że Mateusz jakby nie zauważył tych wydarzeń (o których musiał wiedzieć, jeżeli faktycznie – jak chcą bibliści – pisał swoją wersję ewangelii po roku 70 po Chr.) i w przeciwieństwie do przekazu Łukasza, utrzymał Markową sekwencję zdarzeń i jego chronologię. Przecież mógł bez problemu odnieść się do faktu oblężenia Jerozolimy przez wojska najpierw Wespazjana, a potem Tytusa, a nade wszystko „uporządkować” proroctwa najpierw na te, które jego zdaniem odnosiły się do I wieku po Chrystusie i te, które odnoszą się do czasów ostatecznych. Po roku 70 nie było też przeszkód by w przeciwieństwie do przekazu Marka (który – przypomnijmy – zdaniem biblistów napisał swoją wersję ewangelii przed zburzeniem Świątyni) podać „prawidłową” chronologię zdarzeń. Mateusz mógł w szczególności – uznając, że zburzenie Świątyni było ową „ohydą spustoszenia” – przenieść „wielki ucisk” na czas poprzedzający zburzenie, czego jak wiemy nie zrobił.
Przypomnijmy co Kościół mówi o powstawaniu Biblii, natchnieniu i jej ludzkich autorach: „Prawdy przez Boga objawione (…) spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego (…) Boga mają za autora (…) Do sporządzenia Ksiąg świętych wybrał Bóg ludzi, którymi jako używającymi własnych zdolności i sił posłużył się, aby przy Jego działaniu w nich i przez nich, jako prawdziwi autorowie przekazali na piśmie to wszystko i tylko to, co On chciał (…) należy zatem uznawać, że Księgi biblijne w sposób pewny, wiernie, bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo św. utrwalona dla naszego zbawienia” – tak Nr 11 Konstytucji Soboru Watykańskiego II Dei Verbum.
Wiemy zatem, że ewangeliści nie byli biernymi odbiorcami przesłania Ewangelii Jezusa, ale – jak mówi wyżej cytowana konstytucja Soboru Watykańskiego II – byli „prawdziwymi autorami”. Mogli zatem dokonać redakcji tekstu zgodnie ze swoim poznaniem. Nic nie stało na przeszkodzie by Mateusz „niejasną” wersję Markową uporządkował widząc jak faktycznie sprawy się ułożyły, chyba że… wolą Boga było aby tego nie zrobił, gdyż jak mówi cytowany wyżej tekst Soboru: ewangeliści „jako prawdziwi autorowie przekazali na piśmie to wszystko i tylko to co On chciał (podkr. moje). Innymi słowy – Bóg tak chciał.
Jeżeli zatem wolą Boga było aby Mateusz utrzymał Markową wersję przekazu powstaje pytanie: – Dlaczego? Znane nam źródła historyczne nie potwierdzają chronologii Markowo-Mateuszowej. Wielki ucisk owszem był, ale przed, a nie po zburzeniu Świątyni. Spustoszona została Jerozolima, a nie jest nam znany fakt, iż w Świątyni Jerozolimskiej w latach 67-70 AD była posadowiona jakakolwiek „ohyda spustoszenia”.
Mamy zatem więcej pytań niż odpowiedzi. Czy istnieje zatem jakieś inne wyjaśnienie, które pozwala rozwikłać te trudności. W mojej ocenie – tak. Spróbuję je wyłożyć w drugiej części niniejszego artykułu. Czy będzie ono w pełni satysfakcjonujące – zapewne nie dla wszystkich. Niech będzie raczej przyczynkiem do poszukiwania znaczenia słów Jezusa o czasach ostatecznych, tym bardziej, że sam Jezus używa imperatywu: „kto czyta, niech rozumie”. Jesteśmy zatem wezwani nie tylko do czytania Pisma Świętego, ale – co może jeszcze ważniejsze – do poszukiwania jego zrozumienia – tego co nasz Ojciec w niebie chce aby Jego dzieci wiedziały o czasach, które mają nadejść (cdn.).
Tadeusz Oniśko
