Współczesny człowiek żyje tak jakby Boga nie było. Jest przekonany, że zarówno moralność, jak i światopogląd to jest jego – i tylko jego – sprawa. Uznał, że to do niego należy decyzja o jego życiu. Nie potrafi wprawdzie dać sobie życia, ale uważa, że jest jego właścicielem i może w każdej chwili je sobie odebrać.
W swojej pokrętnej racjonalności, człowiek uznał, że jest dysponentem także cudzego życia, a mianowicie – dzieci nienarodzonych. Paradoks polega na tym, że we współczesnym świecie istota ludzka od chwili narodzin cieszy się wszelką ochroną prawną, a ten kto ją zabija podlega karze (nawet karze śmierci w niektórych krajach), a tej samej istocie ludzkiej przed porodem coraz częściej odmawia się jakichkolwiek praw, włącznie z dopuszczeniem jej zabicia w majestacie prawa. Jeszcze godzinę temu w łonie matki, dziecko było niczym; nikt i nic go nie chroniło, a po narodzinach stało się kimś. Od tej chwili cały aparat państwa stoi w jego obronie. Zaiste, logika dwulatka: jeżeli moja ręka jest w rękawiczce to nie ma ręki, a jak ją wyjmę – to jest ręka. Przed porodem nie ma człowieka, po porodzie – mamy człowieka.
Samo dziecko zostało uznane jako produkt poddany kontroli jakości. Wczesna, na etapie płodowym, selekcja dzieci pozwala nam wybrać te zdrowe, zaś usunąć te wadliwe. Z drugiej strony coraz więcej małżeństw, pomimo pragnienia posiadania dzieci, nie jest w stanie ich mieć. Tu też poczyniliśmy znaczne postępy: w mrokach laboratoriów inżynierowie genetyczni są w stanie wygenerować człowieka poza ustrojem matki. Powstaje nowy, dochodowy przemysł „zamówień na dzieci”. Mnożą się surogacje, a genetycy już pracują by dostarczyć klientom dziecko o zamówionych przez nich parametrach takich jak: kolor oczu, kształt nosa, iloraz inteligencji, etc. W końcu, chirurdzy plastyczni zarabiają olbrzymie pieniądze by poprawić tak ciało człowieka – niejako stworzyć go na nowo.
Człowiek stał się zatem panem życia. Nie wydaje się, aby Bóg miał mu cokolwiek w tej mierze do powiedzenia. Coraz mniej zresztą w Niego wierzymy, a jeżeli nawet wierzymy to uważamy, że Bóg tak nas kocha, że na wszystko nam zezwala – także na aborcję, eutanazję czy samobójstwa. Widzimy menadżerów klinik aborcyjnych, którzy świetnie się mają, a Bóg nie karze ich piorunami czy innymi kataklizmami.
Teza, że Bóg jest jedynym Panem życia, dzisiaj wydaje się anachronizmem. Człowiek robi swoje, a Bóg wydaje się milczeć. Zachowujemy się jak dziecko, które podkrada słodycze z szuflady rodzica, a widząc, że ten nie reaguje staje się coraz bardziej śmiałe.
Przypomina mi to zdarzenie sprzed 2000 lat. W kościele pierwszych chrześcijan powstało zamieszanie. Otóż wbrew powszechnemu oczekiwaniu rychłego ponownego przyjścia Jezusa, paruzja się opóźniała. Niektórzy zaczęli kpić z chrześcijan, że wierzą w mrzonki: „Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem ojcowie zasnęli, wszystko jednakowo trwa od początku świata” (1 P 3, 4). Wówczas św. Piotr pouczył wszystkich: paruzja się nie opóźnia. Nastąpi na pewno. Jednak Bóg jest cierpliwy, gdyż nie chce zguby grzesznika, lecz jego nawrócenia. Trzeba więc skorzystać z tego czasu i doprowadzić swoje życie do porządku z Bogiem. „Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (1 P 3, 9). Dalej św. Piotr kontynuuje „Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione” (1 P 3, 10).
Wydaje się, zatem że dziecko może mieć kłopoty. Na początku ciastek było tak dużo, że nikt nie był w stanie zobaczyć różnicy. Z czasem ciastek ubywało, aż w końcu ukazało się dno szuflady. Co gorsza rodzice od początku wiedzieli o podkradaniu ciastek ….
Może, więc warto wiedzieć, co Bóg myśli o kwestii życia.
Już Księga Rodzaju ukazuje nam pracę Boga, który stwarza wszystko „dobrze”, zaś jako arcydzieło swej pracy – „stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27). Człowiek jako istota obdarzona rozumem i wolną wolą otrzymał życie i prawo do niego od Boga, którego jest obrazem, nie zaś od rodziców, społeczeństwa czy państwa. Dlatego dla autora biblijnego jest oczywiste, że tylko Bóg mógł i może dysponować tym szczególnym dobrem. W księdze Powtórzonego Prawa Bóg mówi: „patrzcie teraz, że Ja jestem, Ja jeden, i nie ma ze mną żadnego boga. Ja zabijam i Ja sam ożywiam, Ja ranię i Ja sam uzdrawiam, że nikt z mojej ręki nie uwalnia” (Pwt 32, 39).
Według Biblii, człowiek otrzymuje życie jako dar, lecz dar, którego nigdy nie staje się właścicielem. W jego gestii nie leży decyzja według swego uznania o pozbawieniu siebie życia jak i też życia innych. Stary Testament wyraża to dobitnie „Nie będziesz zabijał” (Wj 20, 13), precyzując następnie „Oddalisz sprawę kłamliwą i nie wydasz wyroku śmierci na niewinnego i sprawiedliwego, bo ja nie uniewinnię nieprawego” (Wj 23, 7). Bóg jest jedynym właścicielem życia i jego mścicielem (hbr. goel) – „Upomnę się o waszą krew przez wzgląd na wasze życie (…). Upomnę się też u człowieka o życie człowieka i u każdego o życie brata” (Rdz 9, 5).
Przykazanie nie chroni zaś życia zbrodniarza, który powinien ponieść karę, w tym nawet karę śmierci. „Kto uwalnia łotra i skazuje niewinnych: Pan do obu czuje odrazę” (Prz 17, 15). W oryginalnym, hebrajskim tekście Biblii, na określenie zabijania występują różne słowa w zależności od kontekstu. Język hebrajski posiada inne słowa na określenie zabicia człowieka winnego zabójstwa, a inne na określenie zamordowania osoby niewinnej. W Dekalogu użyto w piątym przykazaniu słowa „rasah” – jako wyraz stosowany na określenie zamordowania istoty ludzkiej – niewinnej. Właściwe jest zatem tłumaczenie zakazu jako „Nie będziesz mordował”.
Jezus Chrystus interioryzuje i radykalizuje to przykazanie, każąc spojrzeć głębiej, aby rozpoznać korzenie zła w nas samych. Z głębi naszego serca wyrastają wszystkie formy przemocy przeciwko życiu. Podlega karze nie tylko ten kto zabija, ale także i ten, kto żyje w nieprzebaczeniu lub źle odnosi się do brata. Godność człowieka jest tak wielka, że Bóg nie zezwala na jakąkolwiek formę szkodzenia bliźniemu. Jezus stwierdza, że przykazanie piąte jest daleko bliżej nas, aniżeli nam się to wydaje. Nie trzeba zabić brata czy siostry, sąsiada czy sąsiadki, aby zgrzeszyć przeciwko piątemu przykazaniu. „Słyszeliście, że powiedziano przodkom Nie zabijaj ; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi” (Mt 5, 21-22a).
Życie jest wprawdzie darem, ale i zadaniem: jest to talent, którym tak należy obrócić aby Bóg był w nim uwielbiony. Św. Paweł w liście do Efezjan stwierdza, że człowiek został stworzony aby oddawać chwałę Bożemu Majestatowi. Dar życia ma zaowocować. Stanie się tak jeżeli człowiek weźmie swój własny krzyż i będzie naśladował Jezusa każdego dnia.
Dla autorów Pisma Świętego jest oczywiste, że życie jest darem od Boga od początku, tj. momentu poczęcia. Jeremiasz został namaszczony na proroka już w łonie swojej matki. „Zanim ukształtowałem cię w łonie twojej matki znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1, 5). Psalmista wyśpiewuje przepiękny hymn o „tkaniu” ciała i duszy już w łonie swojej matki. „Ty, bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję, że stworzyłeś mnie tak cudownie, godne podziwu są twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę, nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi. Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich jeszcze nie nastał” (Ps 139, 13-16).
Bóg jest właścicielem życia i troszczy się o jego zachowanie. Prawa świeckie winny je respektować. W przeciwnym wypadku wchodzą w nieuchronny konflikt z Bogiem. W Księdze Wyjścia czytamy o położnych, które nie wykonały rozkazów faraona o zabijaniu nowo narodzonych chłopców „ponieważ bały się Boga” (Wj 1, 21). Warto zwrócić uwagę na nagrodę, jaką otrzymały od Boga – On zapewnił im potomstwo. Zamach faraona na życie nie narodzonych typizuje próbę zgładzenia dzieciątka Jezus przez Heroda. Bóg ponownie i tu zainterweniował objawiając Józefowi plan rzezi niemowląt i ten uciekł do Egiptu zachowując życie Dawcy Życia.
W Izraelu płodność była uważana za znak błogosławieństwa Bożego. Urodzenie dziecka było zawsze ogromnym wydarzeniem w życiu rodziny i społeczeństwa. Odwrotnie jego brak, narażał często małżonków na niesławę i szyderstwa. Niemniej studiując Słowo Boże zauważamy, że często Boże wybranie wiązało się z niepłodnością małżonków. Niepłodne były: Sara żona Abrahama (Rdz 16, 2), Rebeka żona Izaaka (Rdz 25, 21), Rachela żona Jakuba (Rdz 29, 31), czy w końcu Elżbieta żona Zachariasza (Łk 1, 7). Ta ostatnia pod wpływem Ducha Świętego wypowiedziała chyba najpiękniejszy hymn pochwalny ku czci nienarodzonego mówiąc do Maryi – „błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1, 42). Jan Chrzciciel został napełniony Duchem Świętym zanim się narodził. Bóg nie uczynił żadnej różnicy dla narodzonego i mającego się narodzić. Obydwaj są Jego stworzeniem – ludźmi i spotykają się z taką samą miłością.
Współczesna genetyka w sposób jednoznaczny rozstrzygnęła, że z chwilą połączenia się dwóch komórek: żeńskiej – komórki jajowej i męskiej – plemnika, powstaje istota, której informacja genetyczna zawarta w kodzie DNA, całkowicie określa wszelkie cechy człowieka na etapie dorosłości. Ta informacja genetyczna definiuje nas jako ludzi. Innymi słowy ta dwukomórkowa zygota to Jan Kowalski in statu fieri. Być może jest to twój sąsiad, żona twojego syna czy prezydent miasta. Aborcja sprawia, że ten Jan Kowalski nigdy nie zobaczy ciebie, ty zaś może utracisz swojego najlepszego przyjaciela.
Bóg już dawno wypowiedział się o Jego wyłącznym prawie do życia. Nikt z nas nie jest właścicielem nawet swojego życia, a tym mniej życia cudzego. Jeżeli odmawiamy, jako społeczeństwo, prawa życia dziecku poczętemu nieuchronnie wchodzimy w konflikt z Władcą życia, a nasze przekonanie, że ujdzie nam to „na sucho” jest czczą głupotą.
Tadeusz Oniśko
